Ty te moesz mie wasn wizytwk...


  fikcja-edukacji-performance

tutaj powinno być logo...  


Władysław Kaźmierczak

Kształcenie performerów – przerażająca fikcja.

Trwający od ponad 30 lat proces kształcenia młodych performerów stał się zjawiskiem niezwykle ciekawym, budzącym szacunek i zazdrość innych performerów spoza kręgu edukacyjnego. Jednak po wielu latach okazało się, że efekty tej pracy są nijakie.
Nie wiemy kto był/jest genialnym uczniem Abramovich, Ayersa, Beuysa, Brisleya, MacLennana, Stitta, Huntera, Rolfa, Layzella, Arsem, Tajbera, Rulera, Fritza, Nieslonego i Deimlinga.
Praktyka edukacyjna w Polsce i na świecie nie stworzyła niepodważalnego przekonania o konieczności istnienia ośrodków kształcenia performerów. Analizując głębiej przyczyny tej nieudanej aktywności dochodzimy do wniosku, że proces kształcenia performerów zawiera wady sam w sobie.

Zawsze byłem pod wrażeniem ekscytującej dydaktycznej pracy performerów-profesorów, którzy uczestniczą w czymś fascynującym - w przekazywaniu swoich doświadczeń młodym ludziom. Pewien zwrot, jakiś symptom niedowierzania w tą szlachetną misję wkradł się jesienią 1996 roku w Glasgow, kiedy po zakończeniu festiwalu NRLA, podczas zbiorowej dyskusji, dwie młode brytyjskie artystki-studentki zarzuciły mi, że moje performance były skonstruowane wbrew regułom, które one poznały w trakcie studiów a mimo tego moja prezentacja była dobrze odebrana. Nie miałem wtenczas żadnej rozsądnej odpowiedzi na ten zarzut, dlaczego tak się stało i właściwie nie wiedziałem o co im chodzi.
Wspomniane performerki już nigdy nie zaistniały w brytyjskim czy światowym performance. Nie zaistniała też pozostała setka studentów-performerów uczestników tego festiwalu. Ich fantastyczna energia gdzieś przepadła. Szukałem jakiegoś wytłumaczenia, dlaczego tak się dzieje.

Po dłuższym czasie zorientowałem się, że studenci wybitnych performerów-profesorów nie są w stanie trwale włączyć się do sztuki performance. I to był punkt, od którego zacząłem obserwować edukację performance i zadawać sobie coraz więcej pytań. Rezultaty tych przemyśleń są dość przerażajace.

Trwający od ponad 30 lat proces kształcenia młodych performerów stał się zjawiskiem niezwykle ciekawym, budzącym szacunek i zazdrość innych performerów spoza kręgu edukacyjnego. Jednak po wielu latach okazało się, że efekty tej pracy są nijakie. Nie wiemy kto był/jest genialnym uczniem Abramovich, Ayersa, Beuysa, Brisleya, MacLennana, Stitta, Huntera, Rolfa, Layzella, Arsem, Tajbera, Rulera, Fritza, Nieslonego i Deimlinga, ale i też nie spodziewamy się jakiegoś specjalnego zagrożenia dla sztuki performance ze strony tych wybitnych artystów.

Przypadek szczególny: Boris Nieslony, BBB Johannes Deimling i Jürgen Fritz uczestniczą w dziesiątkach warsztatów w Europie i na świecie, ich działalność nie ma nic wspólnego ze stacjonarną formą edukacji o której piszę, ale wieloletnie zaangażowanie w „uczenie performance” także stwarza pytanie: jakie są rezultaty tej aktywności?

Uważam jednak, że ta krótka, intensywna, autorska forma kontaktu ze studentami jest wielce pozytywna i nie jest nacechowana instytucjonalną dwuznacznością. Dalsza część tekstu pokazuje dramatyczną skalę przepaści jaka dzieli te dwie formy „uczenia sztuki performance”.

Teza druga: wielce szkodliwą kategorią nauczycieli sztuki performance jest spora liczba ‘sztucznych performerów’ z tytułami profesorskimi, którzy pretendują do bycia ‘C.V. – performerem’ dla doraźnych korzyści w swojej karierze pedagogicznej. Tzn. po uzyskaniu tytułu profesorskiego w szkole artystycznej będąc malarzem, grafikiem albo rzeźbiarzem niespodziewanie wpisują do swoich C.V. realizacje performance. Ich szkodliwość dla sztuki polega na tym, że swoją postawą udowadniają, że performance jest sztuką o mniejszej wartości, że uczyć tajników tej niezwykle różnorodnej sztuki może każdy. Uczelnie artystyczne doskonale wiedzą o swoich wirtualnych profesorach-performerach i nie widzą nic w tym złego.

Jakkolwiek na ten problem spojrzymy, to jedno jest pewne: praktyka edukacyjna nie stworzyła niepodważalnego przekonania o konieczności istnienia ośrodków kształcenia performerów. Analizując dalej przyczyny tej nieudanej aktywności dochodzimy do wniosku, że proces kształcenia performerów zawiera wady sam w sobie.

Patrząc z boku - wszystko jest jakby bez zarzutu. Młody człowiek, który jest zainteresowany swoim rozwojem wybiera studia mające go przygotować do twórczego zaistnienia w świecie sztuki. Dodatkową motywacją jest to, że młodzi performerzy widzą najczęściej pozytywną aktywność artystyczną profesorów-performerów w swoim najbliższym otoczeniu lub gdzieś w oddaleniu. Wybór kierunku studiów wydaje się więc być idealny. Ale później zaczynają się problemy.

Błąd podstawowy: Kształcenie performera osłabia lub minimalizuje jego napięcia emocjonalne, które w istocie budują strukturę intelektualną i postawę performera. Ocena, dyskusja, zauważanie błędów i tzw. dobrych momentów w performance powoduje niestabilność emocjonalną studenta, osłabienie determinacji, i paniczny strach przed popełnieniem kolejnego błędu.

Pomimo, iż każdy studyjny performance dzieje się na żywo, dzieje się realnie i spełnia wszystkie kryteria tego nurtu w sztuce, to za każdym razem JEST SYMULACJĄ SZTUKI w warunkach laboratoryjnych. Student-performer ma kontakt z publicznością zintegrowaną, a jest to jest publiczność artystyczna, która jest łagodna, inteligentna, wyrozumiała, tolerancyjna, konkurencyjna i w gruncie rzeczy obojętna.

Młodemu performerowi na studiach zostaje odebrane prawo do artystycznego ryzyka i niezwykle mocnych, emocjonalnych doświadczeń wynikających z obcowania z publicznością niezintegrowaną. A właśnie te doświadczenia są TRWAŁĄ KONSTRUKCJĄ w procesie indywidualnego rozwoju każdego artysty. Nieprzerwanie. Do końca osobistego przekonania, że jest się performerem/ką lub już się nim nie jest.

Drugim wrogiem performerskiej edukacji jest czas. Kilkuletni kurs artystyczny przyzwyczaja młodych performerów do realizacji studyjnych (w rzadkich przypadkach do działania w przestrzeni publicznej), przyzwyczaja ich do jakiegoś tonu i poziomu dyskusji o sztuce performance, i co najbardziej groźne – otacza młodych performerów długotrwałym brakiem mocnych emocji.

Czas zabiera też radość innowacyjną – np. trudno jest wracać do swoich pomysłów ze studiów w prawdziwym życiu performera.

Umysł młodego człowieka – zgodnie z programem - jest skierowany w stronę ikonicznych i historycznych performance. Student jest przesycony dokumentacją foto/video, literaturą, doskonale orientuje się w rodzajach i typach performance, i zna dziesiątki, setki performance wykonanych przez ikony sztuki performance. By zdobyć tą programową wiedzę każdy studiujący człowiek musi poświęcić na to kilka lat. Jednak żadna uczelnia otwarcie nie powie, że początkujący performer nie musi mieć tej obszernej wiedzy historycznej, by uprawiać sztukę performance.

Paradoksalnie wrogiem dla początkującego performera jest jego własne środowisko artystyczne. Młody człowiek uwikłany w studia zazwyczaj nie ma czasu na kontakty zewnętrzne, nie jest zbyt często porażony żywym performance innego (obcego) artysty, nie jest poruszony inną wyobraźnią czy niezwykłą ideą, nie myśli nad swoją ‘odpowiedzią’ artystyczną, ponieważ jest bombardowany przez studyjne prace kolegów-studentów i dzieła swojego profesora-performera, które nie prowokują już do ostrego publicznego dialogu. Nie nawiązując szerszego kontaktu ze światem performerów podczas studiów (bo jest studentem) po ich ukończeniu staje się artystą o kontaktach lokalnych i postuczelnianych.

Nie oznacza to, że studenci nie mają okazji być zapraszani na różne festiwale i inne galeryjne prezentacje performance. Jeśli już są zapraszani to w roli ‘gorszych’ performerów. Bardziej reprezentują szkołę i profesora, niż samych siebie. Na tych imprezach nie mają poczucia bycia osobami/artystami z najwyższej półki. Tracą swą podmiotowość. Nie są partnerami nawet w dyskusji o sztuce. To ktoś inny decyduje o ich pozycji w świecie sztuki.

Po studiach, jedynie to, co zostało trwale zapisane w świadomości młodego artysty, to to, że studiował u.......... znanego performera. Oczywiście nic z tego nie wynika, być może jest to wadą lub przede wszystkim jest to wadą....

Młodzi performerzy (po studiach) są zazwyczaj zaskoczeni tym, że świat zewnętrzny (poza uczelnią) jest niezwykle ostry i oczekuje wyłącznie Twojego przesłania, Twojej wyobraźni, Twoich instynktów i intuicji oraz Twoich decyzji. To nie jest ważne co studiowałeś, jak długo, gdzie i u kogo studiowałeś, i czy w ogóle coś studiowałeś.

Studenci oczywiście nie zauważają dość czytelnego faktu, że żaden z ich profesorów-performerów nie skończył szkoły perfomerskiej. Że każdy z nich wchodził na scenę performance innymi drzwiami.
Wykładowcy, liderzy kierunków akademickich i same uczelnie głęboko skrywają tą wiedzę o świecie. Nie mówią, że spora liczba wybitnych performerów nie skończyła żadnych studiów. Że ten szczególny rodzaj sztuki lekceważy i podważa każdy pewnik. Performerem może być filozof, matematyk, poeta, muzyk, malarz lub ktoś z ulicy. Na tych samych prawach.

Profesorowie-performerzy dokonują więc pewnej gry ze studentami i władzami uczelni, by zapełnić kolejny semestr młodymi ludźmi. Przesuwają akcent ważności na edukację a nie na żywy świat. I nigdy nie mają pewności co może zdarzyć się za rok.

W szkołach i środowiskach artystycznych krążą nieautoryzowane mity, że np. nie kończąc studiów performerskich nie można marzyć o karierze performera. Pojęcie ‘kariera performerska’ jest rutynowo wpisana w każdą ofertę programową uczelni kształcącej performerów. Studenci święcie wierzą w ten zapis. Ale, co to oznacza w sztuce performance dokładnie tego nie wiemy. W sensie ironicznym z całą pewnością jest to niezbyt precyzyjnie sformułowana ideologiczna wizja lepszej przyszłości. Ale jakiej? Jest to oczywisty fałsz, który usprawiedliwia wydanie sporych pieniędzy na studia.

Natomiast, jeśli już mówimy o karierze, to może ona dotyczyć wyłącznie performerów-profesorów, którzy funkcjonują w strukturze akademickiej i finansowej, mają dostęp do finansów pozwalających im na podróżowanie po świecie, na zapraszanie performerów z zewnątrz, tworzenie nieformalnych zależności i przede wszystkim mających wpływ na przyszłość młodych performerów. Bez studentów ich pozycja artystyczna, materialna i społeczna byłaby z pewnością znacznie gorsza.

Performerzy-profesorowie decydują też o losach swoich współpracowników, pokonujących kolejne szczeble akademickie i ’naukowe’ w wiedzy o sztuce performance. Kto raz w życiu przeczytał w całości jedną pracę doktorską pedagoga-performera, to nabiera głębokiego przekonania, że ta gra w edukację jest szalona i bezsensowna. Paraliżuje ona nasze naturalne odruchy podjęcia dyskusji czy merytorycznego sporu. Dlatego, my performerzy-nieprofesorowie nie zabieramy stanowiska w tym niejasnym spisku. Powodem jest zwykła przyzwoistość lub tylko milczące zawieszenie oceny działalności innych performerów zajmujących się edukacją.

Wprawdzie uczelnie i wykładowcy już na wstępie, na stronach www. definiują performance jako MEDIUM w sztuce, uprzedzając precyzyjnie o swojej zbrodni, i to jakby potem usprawiedliwia ich formalne działanie. Dla nich jest to pojęciowy fundament, na którym zbudowana jest całość programu edukacyjnego. Bez podkreślenia, że performance jest oddzielnym medium artystycznym jakiekolwiek opracowanie programu dydaktycznego byłoby niemożliwe. Medium oznacza edukację. Tylko, że jest to podstawowa nieścisłość, OCZYWISTA NIEPRAWDA, że performance art jest kolejnym medium w sztuce. Bo nim nie jest!!!!! I nie ma najmniejszego powodu, by ten niezdefiniowany, synkretyczny, pulsujący nurt w sztuce tak nazywać.

W tym kontekście interesujące jest to, że edukacyjni guru performance nie mówią swoim studentom tego, co jest najważniejsze w sztuce performance: instynkt rozpoznania czasu, ideii, życia wokół siebie, instynkt wąchania świata i analizy wydarzeń tu i teraz, gotowość do eksperymentu, testowanie swoich poglądów w bezpośrednim kontakcie z drugim człowiekiem. Tego nie można ani nauczyć ani podpowiedzieć jak to się robi. Nikt tego nie wie.

Z całą pewnością jest to ostentacyjna manipulacja pojęciowa kreująca i dopuszczająca każdy chwyt w edukacyjnej konstrukcji programowej. Są więc różne odmiany nazw wydziałów i kierunków, w zależności od ich strukturalnej genezy uczelnianej – bardziej zbliżonej do teatru lub sztuk wizualnych. W gruncie rzeczy programy uczelniane oferujące kształcenie w zakresie sztuki performance są przystosowane do konkretnych zależności lokalnych (czasem narodowych) i płynących stąd formalnych wymagań.

Młody człowiek rozpoczynający studia performerskie najczęściej nie ma odpowiedniej wiedzy, by zauważyć tą niewinną pułapkę pojęciową. A tych pułapek jest więcej: studenci na każdym kroku są zachęcani do kierowania się absolutną wolnością i brakiem reguł w swojej pracy. Jest to niewątpliwe ‘cool’. Wszyscy o tym wiedzą, ponieważ czytają o tej podstawowej zasadzie w każdej książce. Lecz w codziennej praktyce są sączone tzw. dobre rady profesorów i ich asystentów. Niby nie ma w tym nic niewłaściwego, ale przekazywane rady przez doświadczonych performerów-pedagogów przez kilka lat nabierają innego sensu. Np. jeden z wykładowców-performerów zaleca swoim studentom, by patrzyli w sufit podczas analizy przestrzeni, w której ma zaistnieć performance. Inny każe przynieść kamień ze spaceru. Inny zabrania swoim studentom pisania tekstów o sztuce performance.

Profesorowie-performerzy popisują się serią banalnych podpowiedzi osłabiając autentyczne doświadczenie i konieczość podjęcia czasem dramatycznych decyzji; jak skonstruować performance w nieznanym do końca kontekście przestrzennym, społecznym czy historycznym. Po jakimś czasie początkujący performer nabiera przekonania, że w performance jest sporo przyjaznych, pomocnych i uzasadnionych reguł.

Wolność młodego-performera jest ograniczana poprzez osaczenie go nadmiarem informacji, przykładów, testów, ćwiczeń, pouczeń, dyskusji i uczestniczenia w monotonnych prezentacjach studyjnych.

Ale to nie koniec. Zdarzają się jeszcze gorsze sytuacje. Jedną z największych obrzydliwości jakie widziałem w swoim życiu był obraz czułego, fizycznego głaskania studentów-performerów po głowach przez znaną profesor-performerkę, kiedy ci przychodzli do niej ze swoimi stresami i problemami. I nie był to jednorazowy przypadek, ale codzienna praktyka. Drażniła mnie sytuacja, kiedy studenci są doprowadzeni do manifestacji nadmiernego emocjonalnego zaufania wobec profesorów, poddania się komuś obcemu, komu się płaci za kształcenie.

Obrzydliwe są też sytuacje odwrotne: jedna z najważniejszych ikon performance jest specjalistką w destruowaniu swoich studentów a nawet współpracowników. Jej kanoniczne zdanie: „Pan/Pani nie jest jeszcze gotowa, by prezentować performance”, jest głęboko wynaturzonym, lecz perfekcyjnie działającym stwierdzeniem – potencjalni artyści z jej otoczenia nigdy poważnie nie zaistnieli artystycznie. Pomimo tworzenia wokół siebie pretensjonalnej aury "lepszego performera", tzn. takiego, który studiował u znanej na całym świecie performerki.

Ostatnie pytanie: w którym miejscu występuje ten kryzysowy moment odejścia od sztuki performance absolwenta/tki uczelni, która ma za zadanie przygotowania go/jej do rozwoju swojej ‘kariery’ performerskiej? Podjęcie takiej decyzji jest dramatyczne, bardzo osobiste, i przypuszczalnie nie jest to nagłe odejście. Bo w takiej decyzji jest zakotwiczona podstawowa sprzeczność: kilka lat wcześniej chciałem/łam być performerem a po studiach performerskich już nie.

Czy istnieją wyjątki, że niektórzy studenci-performerzy są potem dobrymi artystami? Tak, istnieją, jest ich kilkoro, na całym świecie. Andre Stitt, Anne Seagrave, Jeff Huckleberry i może jeszcze ktoś, kogo nie znam. Przez przypadek lub świadomie nie zostali zbyt mocno wciągnięci w proces edukacyjny i to było ich życiowym ‘lucky deep’. Ich gotowość do bycia performerem i ich gotowość do spotkania z drugim człowiekiem nie została zachwiania.

http://www.co-to-jest-performance.wizytowka.pl
http://www.performance.wizytowka.pl
http://www.historia-performance.wizytowka.pl
http://www.fikcja-edukacji-performance.wizytowka.pl/
http://www.performance.art.pl
http://www.ewa-rybska.wizytowka.pl
http://www.rybska-kazmierczak.wizytowka.pl
http://pl.wikipedia.org/wiki/Historia_polskiego_performance
http://www.kazmierczak.art.pl
http://www.livinggallery.info/text/kazmierczak
http://www.lilithperformancestudio.com/EWA&WLAeng.pdf
http://www.wizya.net/artist/rybska.htm
http://vimeo.com/11524325
http://www.newmoves.co.uk/national-review-of-live-art
http://www.flickr.com/groups/rybska_kazmierczak/
http://rybie-oko-polemika.wizytowka.pl
http://teksty.rybie-oko-1.wizytowka.pl
http://teksty.rybie-oko-2.wizytowka.pl
http://teksty.rybie-oko-3.wizytowka.pl
http://www.rybska-kazmierczak.wizytowka.pl
http://iapao.net
http://contemporaryperformance.ning.com/profile/EwaRybska

 


 fikcja-edukacji-performance
   
e-mail: , www: